9/18/2014

Things important and more important


Over the years, I have come up with a life motto that doesn't sound very romantic but it works "There are things that are important and things that are more important". To me, it means that at all times there needs to be a balance between what you have to do and what you want to do, and the way you feel about that. So last week the work was in the "more important" zone and the rest of my life was just in the "important" section with subsections of "less important" and "unimportant". I really wanted to blog during the week but alas, I had to throw that wish away with the rest of "unimportant" stuff. And that's why I wasn't here. But the work is done now and I can again balance out my life according to what I feel like doing. And blogging is back quite near the top of the "more important" pile, along with sewing (a new dress is on the make!) and painting my nails (I didn't have time for that in a month, I think).


I'm back with my newest dress as a simple late-summer outfit with a grey cardi and black flats. It's really as simple as it gets but I especially like the cardi as its greyness because it tones down the crazy print of the dress. I like to balance out my outfits the same way I balance my life tasks. When I feel a dress might stand out too much, I pair it up with basic, unobtrusive pieces just to tone it down a bit. That way I can wear all of my wierd and colorful dresses on a daily basis and not feel like I look like I'm on my way to a retro-themed party.


Przez lata wypracowałam sobie życiowe motto i brzmi ono niezbyt romantycznie, ale za to działa: są rzeczy ważne i ważniejsze. Dla mnie oznacza to poszukiwanie równowagi w życiu, w zależności od sytuacji, w jakiej się znajdę. Chodzi o znajdowanie priorytetów w każdej sytuacji i kierowanie się rozsądkiem i intuicją przy ich wyborze. Przez ostatni tydzień do szufladki z napisem "ważniejsze" wpadła praca, a reszta mojego życia trafiła na półkę poniżej, opisaną jako "ważne", "mniej ważne" i "nieważne". Bardzo chciałam napisać coś na blogu, ale niestety wpadł bardzo nisko w mojej hierarchii priorytetów i musiał poczekać. Teraz na szczęście dosyć zwariowane i pełne umiarkowanie sympatycznych niespodzianek zlecenie jest już za mną, więc mogę na nowo poustawiać sobie życiową równowagę. W tej chwili blog wraca na górną półkę, obok innych przyjemnych czynności, takich jak szycie. Znalazłam nawet czas na malowanie paznokci! Bardzo to lubię, odpręża mnie to.

 Wracam więc z zestawem skomponowanym wokół mojej najnowszej uszytej sukienki (nowa już w produkcji!). To bardzo proste zestawienie, które polega na zbalansowaniu smaków. Tak samo, jak poszukujęw życiu równowagi, tak staram się ją osiągnąć w stroju. Jeśli więc uznaję wzór na tej sukience za nieco zbyt przyciągający wzrok, to założę do niej bardzo niezobowiązujące dodatki, takie jak szary rozpinany swterek i czarne balerinki. Dzięki temu zestaw jest nieco bardziej stonowany, ale przecież nie przytłumiony. Ta sukienka, w połączeniu z czerwonymi obcasami i chustką zawiązaną na głowie, doskonale nadawałaby się na bal w stylu lat 50-tych, ale jeśli chcę ją nosić na co dzień - a chcę - to będę ją wkładać w subtelniejsze ramy, tak jak tutaj.




Dress: made it myself 
Cardi: no name 
Flats: Tamaris via Ambra 
Belt: Troll 
Bag: L'Artigiano
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...