niedziela, 1 września 2013

Random inspirations from fashion history

I'm sorry I've been silent for the last week. I guess work was overwhelming since I've been making the last improvements in the latest book I'd been designing. It's always a huge rush before it gets sent to the publisher and printer. Even after seven years of doing it (can't believe it's already been that long!), I get the creeps when sending the final files to print. You know, printing costs from umpteen thousand Polish zlotys and way up, and, well, my pay is quite mediocre in comparison. If something goes wrong and I get blamed for it... that thought sometimes brings me nightmares.

Buuut! Enough about that. Fortunately, I still have the evenings for doing the things I like, like finding interesting things about the everyday life of the slightly older days. And here is one that is absolutely stunning.

It's a blog by one charming and clever lady who is a collector of things of old that we would nowadays call "curios" while in their time, they were actually quite the common thing. She is mostly focused on the little, usually unseen things that developed around contemporary lifestyles and fashion industry: the hosiery, the lingerie and other such stuff. She also interests herself with small, patented items of the old days. Like the perfumette which, I think, is a beautiful invention. I'd use it if I had one. And the blouse tender. Let me say one word: ingenious. No more problems with getting the blouses to stay tucked in your skirt.
Seeing things like that brings to my mind one question: why don't they last? Why is there no blouse tender around when the fashion seems to be obsessed with the retro blouse-in-high-waisted-skirt look?

Other findings include the wristlet for comfortable crocheting (I'd love this one for personal use, I hate it when the ball of yarn runs away, clearly to my cats' delight), a very useful book titled "How to do things" which describes how to caponize the cockerels, among others (and let me tell you I have no idea what that means but I love how it sounds), hand-made coat hangers for the times when those things weren't commonly adopted by coat makers, and, last but not least, a pattern for a nifty blouse from 1935 which I'm definitely going to sew, it's beautiful.

Go visit! It's worth it.

środa, 21 sierpnia 2013

The weather shifts

As the weather shifts from day to day from extremly hot to nicely warm which, in comparison, seems almost cool, I keep wanting to wear layered outfits. I look out the window on those colder days and wish I could put on my colourful tights, a sweater and a scarf. I miss scarves the most in the summer. I love scarves. It is unusual for me to try any excess in my look but with scarves, it's different. I like to have them all heaping on my chest and flowing way down. I feel very comfortable in them and sort of protected, as if those layers of soft fabric could hide me from any bad things I might encounter on my way. Too bad I haven't found a way to wear them in the summer without boiling in the heat. It's nice to have a rainy day like today from time to time.







Scarf: Troll (from last winter men's collection)
Cardigan: Quiosque
Blouse: no name from Allegro
Jeans: H&M
Belt: vintage from VintageShop
Boots: Deichmann (old)

Podczas gdy pogoda zmienia się codziennie z upiornie upalnej do przyjemnie ciepłej, co, w porównaniu, zdaje się wręcz chłodem, kusi mnie, by namotać na siebie warstwy ubrań. Wyglądam za okno w te chłodniejsze dni, z nadzieją, że tym razem będę mogła założyć kolorowe rajstopy, rozpinany sweter i owinąć wokół szyi apaszkę. Latem najbardziej brakuje mi właśnie apaszek i szali. Uwielbiam je i o ile rzadko próbuję jakiejkolwiek przesady w ubiorze, to z apaszkami jest inaczej. Lubię, kiedy piętrzą się pod szyją i spływają miękkie i kolorowe w dół. Czuję się w nich wygodnie i bezpiecznie, jakby były półprzezroczystą, miękką zbroją, która skryje mnie przed wszelkimi nieprzyjemnościami każdego dnia. Szkoda, że nie znalazłam sposobu, by nosić je latem i się nie ugotować w upale. Na szczęście zdarzają się też takie deszczowe, zimne dni, jak dziś.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Taking photos

Taking photos seems to be a central part of the experience of being a style blogger. I carefully watch other girls and it seems to me that most photos are taken outdoors and only a few bloggers shoot at home. I guess the different backdrops are what is the most interesting about taking the shots outdoors: you can choose the location where you shoot according to the theme of your look. When you're wearing a nice dress layered with a carigan and probably a nice long scarf, it's perfect to shoot in some autumnal scenery with colourful leaves and such. The same way, when you do a street look with colourful sneakers and a leather jacket, you'd be going to shoot in the city streets or in a mall with some strong lights about. And that's perfectly understandable. 

But it's not very easy, right? If you don't have your own photographer, you need a lot of courage to set up your photo gear and take photos with self timer in a crowded mall. Even shooting this way in a park could make you sort of anxious if you got stared at by some people passing by. I think I'm way too introverted to take my photos that way. 

I like to be very lively in front of the camera, always dancing and running around and jumping up and down, and giggling all the time -- I do that to convey how much fun I'm having dressing up, taking photos and all that. Imagining that someone would be there to look at me as I goof around the camera is a dreadful scenario to me. That is probably one of the reasons I didn't post many looks in the last few weeks. I had no one to take photos of me and only yesterday it occured to me that I can take my photos in my studio. Silly me! My personal space -- my studio -- is the best place for me to be able to freely do whatever I want. 

At least for now. I hope some day I build up enough courage to go out and take photos in some natural settings. Of course I'm staying open to being photographed by someone else the whole time! So I guess I'll have some photos from my walks with Ela or Bartek from time to time.

And how about you? Do you take your own photos or do you hand that job to somebody else? How do you deal with onlookers and with your own worries?


Skirt: second hand (Atmosphere)
Top: (a dress), no name
Shoes: CCC
Scarf: gift
Belt: Troll
Brooch: Rossmann

Robienie zdjęć to jedna z największych części doświadczenia, jakim jest bycie blogerką. Uważnie przyglądam się innym dziewczyną i wygląda na to, że większość z nich robi zdjęcia na zewnątrz, a tylko nieliczne - w domu. Najbardziej pociągająca w robieniu zdjęć na zewnątrz jest pewnie możliwość wyobru tła w zależności od zestawu. W sukience, szalu i długim, ciężkim swetrze pewnie pójdziemy do parku szukać jesiennych liści. W ramonesce i trampkach można za to wyskoczyć na zdjęcia na gwarne, miejskie ulice albo do centrum handlowego. I to jest zupełnie zrozumiałe. 

Ale nie takie proste, jak się wydaje, prawda? Jeśli nie ma się własnego fotografa, to trzeba mieć mnóstwo odwagi, żeby ustawić swój sprzęt fotograficzny w środku zatłoczonego centrum i robić sobie zdjęcia samowyzwalaczem. Robiąc coś takiego nawet w alejce parkowej można by się spotkać z co najmniej zdziwionymi spojrzeniami. Mnie bardzo to deprymuje. Jestem zdecydowanie zbyt introwertywna, żeby robić sobie zdjęcia w taki sposó. 

Lubię być bardzo żywa przed aparatem, lubię się wygłupiać, tańczyć, skakać, biegać, śmiać się i robić miny. W ten sposób chcę pokazać, ile frajdy mi to całe blogowanie sprawia. Sama myśl o tym, że ktoś mógłby mnie taką rozchichotaną i głupiutką zobaczyć mrozi mi krew w żyłach. To prawdopodobnie jeden z głównych powodów, dla których ostatnio nie pokazywałam zbyt wielu zestawów. Nie miałam kogo poprosić o zrobienie zdjęć, a dopiero wczoraj dotarło do mnie, że nie muszę wychodzić na dwór, żeby je mieć, bo przecież mam swoje studio. Głuptas ze mnie. Moja przestrzeń osobista - moje studio - to dla mnie najbardziej naturalne miejsce, w którym mogę robić co mi się żywnie podoba. 

Przynajmniej póki co. Mam nadzieję, że któregoś dnia zbiorę się na odwagę i pójdę na spacer w głuszy z aparatem na statywie. Poza tym wciąż jestem otwarta na to, żeby ktoś inny mnie fotografował! Sądzę więc, że będą się tu czasem pojawiać zdjęcia z moich spacerów z Elą albo Bartkiem. 

A jak to wygląda u Was? Ktoś Was fotografuje czy robicie to same? Jak sobie radzicie z postronnymi obserwatorami i własnymi obawiami?